Jak co roku pojechaliśmy „na rowery” na wschód. Tym razem Krzysiek wymyślił, że może na Mołdawię… i szybko podchwyciliśmy pomysł. Podział zadań, drobne regulacje przy rowerach, wielkie zamówienie na sakwy i gotowi. Po latach wspólnego podróżowania zrobiło się to już bardzo proste. Zapakowaliśmy dwa auta, pożyczoną przyczepę i pojechaliśmy do Przemyśla.

Zasiedzieliśmy się na słynnych lodach przemyskich i przeoczyliśmy zmianę czasu (+1 h), więc musieliśmy zrobić stówkę do Lwowa pierwszego dnia. Polecamy hostel na ul. Meteorologicznej, gdzie nie było problemów by zamknąć 7 rowerów w komórce, nawet jeśli doba hotelowa się skończyła. Zwiedziliśmy Lwów i przejechaliśmy pociągiem do Czerniowców na południu Ukrainy, a następnie zwiedziliśmy niezwykle ważne historycznie miejsca jak zamek w Chocimiu, Okopy Św. Trójcy i wreszcie Kamieniec Podolski. Potem ruszyliśmy już w kierunku Mołdawii, przekraczając promem Dniestr w miejscowości Uście (Устя). Za Dniestrem Ukraińcy wydawali się mówić nieco odmiennym dialektem i zrobiło się bardziej swojsko. Na Mołdawię wjechaliśmy szutrową drogą w miejscowości Larga.

Już pierwszej nocy poczuliśmy, czym jest mołdawska gościnność. Tu przydaje się rosyjski, gdyż języka mołdawskiego, który jest w zasadzie odmianą rumuńskiego, mało kto tutaj używa. Zatrzymaliśmy się przy polu arbuzów, bo po prostu nigdy takiego nie widzieliśmy. Podszedł do nas człowiek, który jak się okazało pilnował tego skrawka ziemi. Mieliśmy szczęście, gdyż przyjechał wtedy też właściciel okolicznych pól. Natychmiast kazał podarować nam 3 ładne i dojrzałe arbuzy, a gdy dowiedział się, że szukamy miejsca na nocleg, powiedział że przenocujemy właśnie tam. Pokazał skąd wziąć drewno do ogniska, specjalnie dla nas sam ukopał wiaderko ziemniaków, jego żona zerwała dla nas pomidory, paprykę, bakłażany,… Dostaliśmy też dodatkowe arbuzy. I pojechali. Zrobiliśmy sobie ucztę z podarków według instrukcji dotyczącej miejscowego sposobu opiekania ziemniaków. Rano sprawdzili, czy wszystko u nas OK i po wielu serdecznych uściskach wskazali dalszą drogę.

Ze względu na problemy kolanowe odpuściliśmy sobie środkową Mołdawię wraz z Kiszyniowem i po zwiedzeniu kilku restauracji (jakże tanich!) w Jedyńcach (Edinet) ruszyliśmy w kierunku Rumunii. Malownicza droga wzdłuż rzeki Prut okazała się bardzo przyjazna dla rowerzystów, a miejscowi uraczyli nas… arbuzem. Wcześniejsze drogi przebiegały przez bardzo pagórkowaty teren, co było przyczyną wolniejszej jazdy i małych problemów ze stawami kolanowymi. Nie szukaliśmy jezior, jak zazwyczaj, a nad graniczną rzeką rozbijać się nie mogliśmy – pogranicznicy szybko nas o tym poinformowali. Nie było to problem, gdyż brak sieci wodno-kanalizacyjnej w tej części Mołdawii, jak i północno-wschodniej Rumunii, skutkuje tym, że przy drogach znajduje się bardzo wiele zadbanych studni. Kubek na sznurku lub łańcuszku sugeruje, że jest to woda zdatna do picia. Warto docenić tu także szczelność i konstrukcję sakw Crosso, w których, jak w bukłakach, można przewieźć kilkadziesiąt litrów wody do obozowiska. Prysznic turystyczny i 7 osób może obyć się bez hostelu przez długi czas.

Do Rumunii wjechaliśmy w Lipkanach. Potem zrobiło się dość wietrznie i pagórkowato (rejon zwany jest wszak Mołdawią), co nie ułatwiło jazdy, ale na pocieszenie niezbyt trzeźwy miejscowy kupił nam dwa arbuzy. Musieliśmy bardzo zjechać z asfaltu by znaleźć miejsce na nocleg. Natomiast, kolejną noc spędziliśmy już nad niedawno powstałym zalewem pod miejscowością Seret. To miejsce bardzo nam się spodobało i pogoda znów zrobiła się bardzo wakacyjna, więc zostaliśmy tak naprawdę na dwie noce.

Powrót na Ukrainę w kierunku Czerniowców. Nie było już pociągu do Lwowa, więc musieliśmy zostać na noc. Szczerze polecamy restaurację Qwinto, choć niestety, aktualnie brak win krymskich, mimo że są w karcie. Tak też osłabieni, a może raczej wzmocnieni, wsiedliśmy do pociągu w kierunku Lwowa. Powrót do hostelu przy Meteorologicznej, prysznic i panowie wybrali się na nocną wycieczkę do centrum. Polecamy iście europejski kilkupoziomowy pub z ukraińskimi cenami o nazwie Prawda. Rano wsiedliśmy do elektriczki w kierunku do polskiej granicy. Pani celnik surowa, więc kolejka dość powolna, ale w pół godziny byliśmy już u siebie. Potem lody przemyskie i do domu.

Termin: 15-28.08.2016 r.

Kraje: Polska-Ukraina-Mołdawia-Rumunia-Ukraina-Polska

Agnieszka Bojarska, Hania Marciniak, Wiola Szyjer, Daniel Jodko, Karol Kraska, Krzysztof Olasek, Michał Gumiś Rospierski

Ta strona wykorzystuje Ciasteczka - więcej informacji o polityce prywatności i RODO

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close