Po wielu miesi膮cach przygotowa艅, wreszcie nasze marzenie o wi臋kszej zagranicznej wyprawie zacz臋艂o si臋 spe艂nia膰. Kiedy postawili艣my swoje ko艂a na dworcu PKP w Szczecinie, w naszych g艂osach gra艂a ju偶 nutka podekscytowania przed przygod膮, jaka mia艂a si臋 lada chwila rozpocz膮膰鈥
Pocz膮tek zdawa艂 si臋 by膰 nieco chaotyczny, wyjazd ze szczeci艅skiej metropolii w艣r贸d do艣膰 sporego ruchu samochodowego prowadz膮c ponad 100kg ob艂adowane maszyny, by艂 nieco k艂opotliwy. Jednak ju偶 godzin臋 p贸藕niej mkn臋li艣my pi臋kn膮 le艣na szos膮 w kierunku granicy polsko-niemieckiej! Tu偶 przed samym jej przekroczeniem, podczas postoju w przygranicznym sklepie, spotyka nas rowerzysta, kt贸ry zainteresowany naszym baga偶em i widz膮c trzy flagi na sakwach, oferuje swoj膮 nawigacyjn膮 pomoc. Prowadzi nas boczn膮 droga na rowerowo/piesze przej艣cie graniczne. Jedzie z nami jeszcze kawa艂ek, a p贸藕niej odbija w kierunku Pasewalk. Nasza ju偶 dwuosobowa grupka rusza wi臋c dalej w g艂膮b Niemiec.

rys1

 

Nogi, niczym zaczarowane, pchaj膮 rowery do przodu, nie zwracamy uwagi na ci臋偶ar, zachwycamy si臋 krajobrazami, kt贸re s膮 jak偶e r贸偶ne od tych widywanych w Polsce. Pierwszym kontrastem, jaki napotykamy, s膮 drogi rowerowe. To nie 艣cie偶ki z ko艣lawej czerwonej kostki Bauma, zdecydowanie mo偶na zaakcentowa膰, 偶e s膮 to drogi! Ka偶da g艂贸wna wylot贸wka mi臋dzy niemieckimi miastami, posiada towarzysz膮c膮 jej drog臋 dla ruchu pieszego i rowerowego. Asfaltowe w臋偶e s膮 nie tylko oddalone od ci膮gu samochodowego, ale tak偶e doskonale utrzymane i oznakowane. Na r贸wnej jak st贸艂 nawierzchni rower mkn膮艂 jakby zach臋cony do jazdy.
Malowniczo艣膰 okolicy przechodzi艂a nasze naj艣mielsze wyobra偶enia. Przez wiele kilometr贸w jechali艣my obok siebie i d艂ugo rozmawiali艣my. Otoczeni przez tereny rolnicze czasem znikali艣my mi臋dzy wielkimi 艂anami zb贸偶, gdy asfaltowy szlak przecina艂 pola. Jak偶e inaczej wygl膮da wie艣 w Niemczech, przekonywali艣my si臋 nie tylko patrz膮c na wielkoobszarowe uprawy, ale tak偶e jad膮c przez ma艂e miejscowo艣ci. Ich czysto艣膰, zadbanie i precyzja, z jak膮 zosta艂y zbudowane zaskakiwa艂y chyba najbardziej. R贸wno przystrzy偶one trawniki i malownicze bia艂o-czarne stodo艂y dodawa艂y temu wszystkiemu uroku. Napotkani ludzie pozdrawiali nas z serdeczno艣ci膮 niejednokrotnie cz臋stuj膮c wi艣niami, czy truskawkami, kt贸rych wysyp przypad艂 na czas naszego wyjazdu.

rys2

 

Pasewalk to pierwsza z miejscowo艣ci, jak膮 odwiedzamy. Specyficzna nazwa tego miasta wzi臋艂a si臋 od s艂贸w 鈥瀙oz鈥 wa艂 obronny, oraz 鈥瀡olc鈥 wilk i oznacza tym samym “gr贸d Wilka”. Tym bardziej zaskakuje herb miasta, jaki widnieje na jednym z budynk贸w. S膮 to 3 g艂owy Gryf贸w na granatowym tle. W mie艣cie panuje specyficzny klimat. Czas jakby p艂yn膮艂 tam wolniej. Jad膮c po doskonale utrzymanych, brukowanych uliczkach, mi臋dzy urokliwymi ma艂ymi kamieniczkami czujemy si臋 jak dawni pos艂a艅cy wje偶d偶aj膮cy do miasta na koniach.
Mkn膮c dalej niemieckimi drogami, wolno wkraczamy w obszar pojezierzy. Malownicze akweny skryte po艣r贸d drzew s膮 ostoj膮 wodnego ptactwa, kt贸re licznie gromadzi si臋 brzegach. S艂o艅ce na bezchmurnym niebie, kt贸re od pocz膮tku wyprawy towarzyszy nam w je偶dzie, sk艂ania nas do postoju nad jednym z takich zbiornik贸w. W miejscowo艣ci Ludorf nad przepi臋knym jeziorem Muritz,(tu z u umlaut) robimy sobie przerw臋 na moczenie n贸g.
Okolica jest przecudna, pobliski dworek przekszta艂cony w restauracj臋 z parasolkami i pobliska przysta艅, nadaje temu miejscu prawdziwego uroku. Chlapaniu w wodzie nie ma ko艅ca. Zm臋czone nogi reaguj膮 od razu na delikatnie ch艂odn膮 wod臋. Podczas kiedy ja si臋 chlapie Radek spaceruje nieopodal badaj膮c okolice. Zaskakuje nas tam jednak do艣膰 zabawna rzecz. A w zasadzie ca艂a masa tych 鈥瀝zeczy鈥. A mianowicie plaga biedronek!! Pocz膮tkowo zosta艂em zaatakowany przez jedn膮 przy wej艣ciu do wody ale zbagatelizowa艂em to, jednak kiedy wr贸ci艂em do rower贸w okaza艂o si臋 偶e to by艂 zmasowany nalot! Na siode艂kach siedzia艂o kilka a na rowerach w innych miejscach tak偶e spacerowa艂o kolejnych kilka. Ku naszemu zaskoczeniu nie by艂o to tylko punktowe. Wyleguj膮c si臋 na pomo艣cie na przystani wielokrotnie tego dnia spotykali艣my biedronki w najbardziej nieprzewidywalnych miejscach 鈥 nawet w pozostawionym otwartym bidonie znalaz艂o si臋 kilka.

Drugi dzie艅 ko艅czyli艣my w okolicach jeziora Plauer, gdzie zanim po艂o偶yli艣my si臋 spa膰 pogubili艣my drog臋 i staraj膮c si臋 omin膮膰 autostrad臋 trafili艣my do kolejnej turystyczno-portowej wioski Lenz. Pocz膮tkowo totalnie zg艂upieli艣my, bo jezioro Plauer wedle naszych przewidywa艅 mia艂o pojawi膰 si臋 z za lasu po lewej stronie. Jak偶e by艂o nasze zaskoczenie, kiedy akwen zal艣ni艂 z prawej strony! Uznali艣my to za zrz膮dzenie losu i nie przejmuj膮c si臋, ruszyli艣my na okr膮偶enie zbiornika. Okaza艂o si臋 偶e odcinek dooko艂a Plauer, by艂 jednym z najbardziej urokliwych tego dnia. Jechali艣my r贸wn膮 le艣n膮 艣cie偶k膮 wzd艂u偶 brzegu, niejednokrotnie wspinaj膮c si臋 艂agodnie na skarpy. Przy chyl膮cym si臋 ku zachodowi s艂o艅cu, kt贸re przecedza艂o si臋 mi臋dzy wielkimi d臋bami i klonami dukt wygl膮da艂 jak zaczarowany. Wydawa艂o si臋, 偶e gdy zamkniemy oczy i zn贸w je otworzymy pojawi膮 si臋 rycerze, smoki i cofniemy si臋 do 艣redniowiecznych Niemiec.

Dzie艅 trzeci rozpocz臋li艣my do艣膰 wcze艣nie, ju偶 o 11 byli艣my w trasie. Upa艂, jaki la艂 si臋 z nieba od wczesnych porannych godzin nie pozwoli艂 na wylegiwanie si臋 w namiocie. Jad膮c przez le艣ne szutry bez koszulek z upragnieniem wygl膮dali艣my cho膰by najmniejszego jeziorka.

Jednak im wy偶ej kierowali艣my si臋 na p贸艂noc, tym akwen贸w by艂o mniej, a teren stawa艂 si臋 bardziej p艂aski. Z kolejnymi kilometrami temperatura nie spada艂a, a na niebie pojawi艂y si臋 z艂owrogie sine chmury. Do Wismar by艂o ju偶 coraz bli偶ej a nadzieja omini臋cia ulewy motywowa艂a nas do jazdy. Dwuosobowy Tour de Germany nabra艂 rozp臋du. Starali艣my si臋 uciec spod ramion 偶ywio艂u, jaki nas goni艂. Pchani frontalnym wiatrem i zmieniaj膮c si臋 na prowadzeniu wielokrotnie, gnali艣my ile si艂 w nogach. Niestety wysi艂ki si臋 nie op艂aci艂y i z nieba lun臋艂a na nas 艣ciana wody. Ostatkiem si艂 wtoczyli艣my si臋 pod jeden ze sklep贸w gdzie przywita艂y nas u艣miechni臋te twarze gaw臋dz膮cych Niemiek.

Pada艂o oko艂o godziny a w tym czasie, schowani pod markiz膮 sklepowa, urz膮dzili艣my sobie posi艂ek. Zakupiony wcze艣niej chleb i wiezione konserwy oraz ostatnie zapasy batonik贸w. Mo偶na powiedzie膰 uczta. Posi艂ek pozwoli艂 nam si臋 zregenerowa膰 i nieco przeschn膮膰. Po ka偶dej burzy przychodzi s艂o艅ce. Jad膮c dalej z miejsca posi艂ku 偶egna nas prze艣liczna t臋cza, kt贸ra malowniczo rozk艂ada si臋 nad trasa kt贸r膮 kierujemy si臋 na p贸艂noc.
Tego dnia pod wiecz贸r udaje nam si臋 w ko艅cu dotrze膰 do upragnionego morza! Wismar ju偶 wolno cich艂, kiedy przemykali艣my jego ulicami.

Zach贸d s艂o艅ca nad morzem tego popo艂udnia by艂 czym艣 niesamowitym. Stoj膮c po kolana w ciep艂ej wodzie wpatrywali艣my si臋, jak wielka ognista kula z pomara艅czowej robi si臋 czerwona, aby wreszcie z gracj膮 uton膮膰 za horyzontem鈥

rys5

 

Od Wismar rozpoczyna si臋 jakby drugi etap podr贸偶y. Nie wydzielali艣my go w planowaniu jednak r贸偶nice da艂o si臋 odczu膰. Rowery ju偶 nieco l偶ejsze(pozbawione kilku konserw) toczy艂y si臋 jakby sprawniej. Okolica tak偶e inna. Od tego dnia Morze towarzyszy艂o nam a偶 do samej Szwecji. Jad膮c przez nadmorskie miejscowo艣ci pe艂ne turyst贸w, wpatrywali艣my si臋 w b艂臋kit wody upstrzony ca艂a mas膮 bia艂ych 偶agielk贸w. Po burzy sprzed dnia, nie by艂o ani 艣ladu, s艂o艅ce grza艂o mi艂o, a nogi zn贸w rwa艂y si臋 do jazdy. Wysokie klifowe wybrze偶a i kamieniste pla偶e. Wielkie nadmorskie deptaki i w膮skie szlaki tu偶 przy pla偶y, wszystko to zdawa艂o si臋 wpisywa膰 w 贸w drugi etap wyprawy.

Po czterech dniach jazdy i 480km po偶egnali艣my Niemcy, zamykaj膮c tym samym pierwszy wielki punkt tego wyjazdu.

19 lipca o 艣wicie po nocnym deszczu budzimy si臋 i ruszamy na podb贸j Dani, kt贸ra mimo 偶e tak blisko nieco r贸偶ni si臋 od s膮siad贸w z po艂udnia.

Realizujemy jednak dalej program nadmorskiej, ba艂tyckiej jazdy, i w miar臋 mo偶liwo艣ci trzymamy si臋 wybrze偶a, by cieszy膰 si臋 widokiem tego wielkiego ba艂tyckiego 艣r贸dziemnego akwenu. Kraj niezwykle zadbany i czysty. Podobnie jak Niemcy i Dania doskonale dba o rowerzyst贸w. Drogi rowerowe, skrzy偶owania z przejazdami rowerowymi oraz ca艂a masa udogodnie艅 sprawia 偶e czujemy si臋 cz臋艣ci膮 ruchu drogowego, a nie jego marginesem, jak to niestety cz臋sto bywa w Polsce.
Dania to kraj most贸w, i wiatrak贸w. Rzeczywi艣cie ten s艂owa si臋 potwierdzaj膮. Nie dane nam jednak przejecha膰 wieloma gdy偶 trasa kieruje nas ku p贸艂nocy. Jednak mijamy je i z oddali zar贸wno wiatraki jak i mosty prezentuj膮 si臋 i liczebnie i jako艣ciowo bardzo okazale!
Kraj do艣膰 cichy i jakby jeszcze spokojniejszy ni偶 Niemcy, ludzie nigdzie nie p臋dz膮 a jad膮c wiejskimi asfaltami rzadko, kiedy spotykamy mieszka艅c贸w.

Kopenhaskie rowerowanie

Ju偶 drugiego dnia w Dani zbli偶amy si臋 do stolicy. Wjazd do Kopenhagi jest d艂ugi i monotonny. Przedmie艣cia niskiej zabudowy przypominaj膮 osiedla z ameryka艅skich film贸w. Ka偶dy z mieszka艅c贸w ma dom z gara偶em i symboliczne 40cm ogrodzenie lub zielony 偶ywop艂ot. Chodnik po obu stronach ust臋puje miejsca szerokiej asfalt贸wce z wydzielonym pasem dla rower贸w w obu kierunkach.
Jad膮c przedmie艣ciami zauwa偶amy ciekawe rozwi膮zania drogowc贸w. Zamiast garb贸w zwalniaj膮cych, ogranicze艅 pr臋dko艣ci czy innych dziwnych zabieg贸w droga osiedlowa, co jaki艣 czas wyra偶nie zw臋偶a si臋 by kierowca musia艂 zwolni膰. Przejazd owym w膮skim gard艂em jest mo偶liwy dla dw贸ch pojazd贸w jednak z zachowaniem odpowiedniej precyzji, a co za tym idzie i ni偶szej pr臋dko艣ci. W owych miejscach najcz臋艣ciej stawiane s膮 przepi臋kne betonowe wazony z kwiatami lub zwyczajnie siany trawnik. Innym sposobem na zapewnienie bezpiecze艅stwa w przedmie艣ciach s膮 ma艂e do艣膰 przepustowe rondka. Ka偶de posiada dooko艂a poza chodnikiem wydzielony fragment pasa dla rower贸w. Nie musimy wiec kluczy膰 tylko na r贸wni z samochodami wje偶d偶amy na ruch okr臋偶ny i bezkolizyjnie jedziemy dalej. Rozwi膮zania proste s膮 zawsze najlepsze.

Wjazd do stolicy jest p艂ynny i niezauwa偶alny. Droga jest wci膮偶 szeroka z pasem dla rower贸w a domki ust臋puj膮 miejsca wi臋kszej miejskiej zabudowie. Im bli偶ej centrum tym wi臋cej rower贸w i przywilej贸w dla rowerzyst贸w. Przemy ulic膮 rowerow膮, gdzie pas dla jedno艣lad贸w szeroko艣ci膮 nie ust臋puje temu samochodowemu. Oddzielne przejazdy przez skrzy偶owania, 艣cie偶ki po obu stronach czy specjalnie wydzielone miejsca przed 艣wiat艂ami dla zatrzymania si臋 du偶ej liczby rowerzyst贸w. Te wszystkie udogodnienia sprawiaj膮 偶e naprawd臋 czujemy si臋 wyj膮tkowo. Jakby tego by艂o ma艂o ludzi na dw贸ch k贸艂kach jest tam zdecydowanie wi臋cej ni偶 samochod贸w poruszaj膮cych si臋 po centrum. Kiedy docieramy do 艣cis艂ego 艣rodka miasta zaczynamy lekko si臋 gubi膰. Bynajmniej nie z powodu z艂ego oznakowania a raczej z powodu ilo艣ci poruszaj膮cych si臋 jedno艣lad贸w. Mijani co jaki艣 czas przez ludzi na siode艂ku musimy uwa偶a膰 by swoimi ob艂adowanymi kolosami nie zaburzy膰 ruchu cyklist贸w. Ka偶da rowerowa trasa ma, co jaki艣 czas tablice kierunkow膮 przy skrzy偶owaniu z dystansem do poszczeg贸lnych dzielnic, zabytk贸w czy ulic.

rys8

 

Gdzie okiem si臋gn膮膰 wida膰 rowery. Zaparkowane s膮 wsz臋dzie. Najr贸偶niejsze i w masie, jakiej nie potrafili艣my sobie wyobrazi膰. Stojaki w stylu podkowa s膮 przed ka偶dym sklepem, urz臋dem, kioskiem鈥 Przy wi臋kszych budynkach wielkie parkingi rowerowe zaskakuj膮 porz膮dkiem i mas膮 rower贸w. Jednak to co nas tkn臋艂o to fakt 偶e wielu ludzi nie zapina roweru gdy go zostawia pod sklepem. Przypi臋te rowery s膮 tylko na noc lub na czas d艂u偶szego z nich nie korzystania. W codziennym ruchu mieszka艅cy stawiaj膮 rower na stojaku i id膮 za艂atwia膰 swoje sprawy. To zachowanie jest tak machinalne 偶e dla nas bardzo wyraziste.
Tam jedno艣lad贸w nie liczy si臋 w setkach a raczej w tysi膮cach. Jad膮c przez przer贸偶ne dzielnice Kopenhagi spotykamy rowery zapomniane stoj膮ce gdzie艣 zostawione przez wiele lat. Jedne wywr贸cone inne ju偶 pokryte mchem. Nikn膮 gdzie艣 po艣r贸d 艣wie偶o zaparkowanych.

Kopenhaga jest miastem bardzo dobrze zorganizowanym, ruch rowerowy zdaje si臋 idealnie dope艂nia膰 klimatu tego miejsca. Nowoczesne budynki nie wyr贸偶niaj膮 si臋 raczej w ciekawy spos贸b komponuj膮 z starszymi kamienicami, przepi臋knie odrestaurowanymi. Zadbane brukowe uliczki i malownicze nadmorskie po艂o偶enie sprawia 偶e b臋d膮c tu naprawd臋 czujemy si臋 jak w innym 艣wiecie. Kilka odmiennych od siebie dzielnic sprawia 偶e przemieszczaj膮c si臋 miedzy nimi przechodzimy wraz z otaczaj膮cym nas miastem metamorfoz臋.

Na nas najwi臋ksze wra偶enie zrobi艂a Kopenhaska Wenecja. Porozcinana kana艂ami ze stateczkami i urokliwymi mostkami.

B臋d膮c w stolicy, nie mogli艣my nie odwiedzi膰 budynku Geocenter. Siedzib臋 maj膮 tam dwa wydzia艂y Geografi i Geologi, kt贸re w rowerowy spos贸b starali艣my si臋 reprezentowa膰 na tym wyje偶dzie. Dzi臋ki uprzejmo艣ci jednego z napotkanych student贸w weszli艣my do 艣rodka. Opustosza艂y budynek po godzinach pracy wydawa艂 si臋 niezwykle dostojny. Cicho pozagl膮dali艣my w kilka zakamark贸w jednak zar贸wno pogoda za oknem 鈥 wielkie sine burzowe chmury, jak i p贸偶na godzina, nie pozwoli艂y nam na d艂u偶sze zwiedzanie.
Ruszaj膮c powoli w kierunku p贸艂nocy odwiedzamy kopenhask膮 syrenk臋 i nadmorski fort. Gdy jednak na g艂ow臋 zaczyna pada膰 deszcz decydujemy si臋 na zako艅czenie zwiedzania tej jak偶e ciekawej stolicy rowerzyst贸w i ruszamy dalej w podr贸偶 by jeszcze tego samego dnia po 120 km powita膰 wybrze偶a Szwecji.

Po 2 krajach i 750 kilometrach docieramy wreszcie do docelowego elementu wyprawy. Szwecja – ogromny k膮sek, na kt贸ry zakrawali艣my si臋 od tygodnia. Wprawieni w warunki jazdy, rozgrzani niemieckim s艂o艅cem i zroszeni du艅skimi deszczami, dotarli艣my wreszcie!

rys10

 

Poranek pierwszego dnia w Szwecji budzi nas s艂onecznie. Noc w sadzie za miastem na przepi臋knie wykoszonym trawniku powoduje, 偶e wypocz臋ci rwiemy si臋 do jazdy. Rozpiera nas energia, a humory dopisuj膮. Jednak za艂o偶enia, jakie podj臋li艣my na promie weryfikuje w bardzo znacz膮cy spos贸b pogoda, kt贸ra poza s艂o艅cem karmi nas jeszcze wiatrem. Pierwotne plany zak艂adaj膮ce jazd臋 wzd艂u偶 zachodniego wybrze偶a a偶 do Goteborga musia艂y ulec modyfikacji. Silny Szwedzki wiatr 鈥 b臋d臋 go tu nazywa艂 Szwedem, nie pozwala艂 nam na jazd臋 wi臋ksz膮 ni偶 12-15km/h, co przy dystansach, jakie nas czeka艂y i wci膮偶 do艣膰 du偶ym baga偶u, zmordowa艂oby nas ogromnie.
Zdecydowali艣my si臋, wi臋c uda膰 w miar臋 optymalnym kursem w kierunku jeziora Wetter. Szwed od wielu dni silnie wia艂 z zachodu, co przy za艂o偶eniach jazdy na p贸艂noc tak偶e by艂o lekkim utrudnieniem. Jednak obrana trasa zak艂ada艂a kompromis i skorzystanie z naszego szwedzkiego 鈥瀔olegi鈥 aby po nieudanej pr贸bie jazdy na zach贸d nadrobi膰 nieco kilometr贸w i da膰 odpocz膮膰 nogom skierowali艣my si臋 na Osby a dalej ku p贸艂nocy na Jonkoping.

rys11

 

Pi臋kno Szwecji nie wyra偶a si臋 w architekturze lecz w jej dziko艣ci i wielko艣ci. Jad膮c trasami dostrzegali艣my uroki tego kraju i jego ogrom. Mi臋dzy miastami odleg艂o艣ci zdawa艂y si臋 przewy偶sza膰 te nasze 鈥瀍uropejskie鈥 kilkukrotnie. W poprzednich krajach tablice informacyjne zawsze wskazywa艂y dystanse po 40-50km. Tu ka偶dy napotkany drogowskaz wskazywa艂 po 80-150km do kolejnej wi臋kszej miejscowo艣ci. By艂o to dla nas du偶e wyzwanie. Zawsze na takich wyprawach cz艂owiek wmawia sobie 偶e post贸j zrobimy dopiero po dojechaniu tu i tu. Jednak przy takich kilometra偶ach by艂o to niewykonalne. I po dotarciu do miasta zaopatrywali艣my si臋 w zapasy na czasem ca艂y jeden dzie艅 jazdy.

Drug膮 zmian膮 w por贸wnaniu z dwoma poprzednimi krajami by艂 krajobraz. Totalnie inny od tych niemieckich i du艅skich. Zaraz po wyjechaniu poza obszar Halmstadu pola uprawne ust臋puj膮 miejsca lasom i ska艂om. Wielkie sosnowe i 艣wierkowe drzewostany ci膮gn臋艂y si臋 po obu stronach szosy, kt贸r膮 jechali艣my, przez kolejne pi臋膰 dni. Jad膮c tak d艂ugimi odcinkami cz艂owiek wkracza艂 na inny stopie艅 wtajemniczenia rowerowego. Skupia艂 si臋 na tym wszystkim kontemplowa艂 smak wyprawy i karmi艂 oczy pi臋knem okolicy. Wtedy mo偶na by艂o poczu膰 sens tego wyjazdu. W艂a艣nie dlatego Szwecja, w艂a艣nie dlatego tam!!

Szwedzkie wyzwanie

Po pierwszym dniu szwedzkiej jazdy nauczyli艣my si臋, 偶e nasz Szwed wieje silnie tylko w dzie艅 a noc膮 s艂abnie do niezauwa偶alnych zefirowych podmuch贸w, decyzja o podj臋ciu wyzwania jakie nam postawi艂 podj臋ta zosta艂a ju偶 o poranku drugiego dnia. S艂o艅ce by艂o wysoko kiedy ruszyli艣my a wiatr w plecy sprawia艂 偶e z licznik贸w nie schodzi艂o 30km/h. Dodajmy do tego idealnie r贸wny asfalt i szerokie pobocze. Jazda zacz臋艂a si臋 na dobre!

W okolicach godziny osiemnastej mimo i偶 na licznikach by艂o ju偶 120 km zdecydowali艣my nie rozk艂ada膰 noclegu. Wypocz臋ci i nasyceni przepysznym makaronem z mi臋sem, jaki zgotowali艣my na jednym z postoj贸w, zdecydowali艣my si臋 na jazd臋 noc膮! Ubrani w kamizelki odblaskowe zamontowali艣my 艣wiate艂ka i pomkn臋li艣my w kierunku Vaxjo. Tej nocy nie zapomnimy nigdy. Droga krajowa zamar艂a noc膮. Szerokie r贸wne dobrze oznakowane pasy wiod艂y nas bez przeszk贸d za uciekaj膮cym zachodem. Za plecami wie藕li艣my noc a przed oczami wci膮偶 na horyzoncie widnia艂o blado jasne niebo z widocznymi ma艂ymi chmurami.

rys12

 

To by艂a bia艂a noc. Lampki u偶yli艣my tylko raz i to w zasadzie tylko dla sygnalizacji pojazdom z przeciwka o naszej obecno艣ci.
O 4.35 po 215km po艂o偶yli艣my si臋 spa膰.

Po pokonaniu do艣膰 sporych g贸rek wy偶yny i 贸smego dnia wyprawy zdobywamy Jonkoping i tym samym docieramy do wielkich jezior. Miasto witamy szale艅czym zjazdem z polsk膮 flag膮 z wzniesienia przed miastem. Rado艣ci nie ma granic. Po kilku dniach jazdy monotonnymi odcinkami w lasach, po jednym nocnym odcinku zm臋czeni wreszcie zdobywamy kolejny punkt wyjazdu!
Tej nocy chcemy 艣wi臋towa膰, a poprzednie 215km daje si臋 odczu膰, wi臋c noclegu szukali艣my do艣膰 d艂ugo i to nam si臋 op艂aci艂o! Naszym oczom wreszcie ukazuje si臋 niepozorna delikatnie pochylona stodo艂a. Oddalona od drogi i poro艣ni臋ta wielkimi trawami. Po wst臋pnych ogl臋dzinach uradowani 艂adujemy si臋 do 艣rodka. Dach nad g艂ow膮, pod艂oga z drewna i du偶o suchego miejsca na rozwieszenie roszonych od kilku dni m偶awkami, ubra艅. Kolacja mo偶na powiedzie膰 uczta! Mleko 3% i musli a do tego kanapki i makaron! Feta zwi膮zana z dotarciem do jeziora jest cicha, ale rado艣膰 w sercach nieprzebrana. Zmordowani padamy w twardy sen.

Zamykaj膮c etap le艣ny rozpoczynamy objazd jeziora. Klimat niestety zmienia si臋 tak偶e. Przez kolejny dzie艅 pada. Jest ci臋偶ko bo nie do艣膰 偶e pag贸rkowato to jeszcze mokro. Jedziemy w milczeniu, jako艣 tak ka偶dy sobie, bo i nie bardzo si臋 chce gada膰, kiedy leje si臋 z nieba. To by艂 chyba najtrudniejszy odcinek tej wyprawy. Jechali艣my wpatrzeni w pasy na drodze staraj膮c si臋 odgania膰 od siebie z艂e my艣li 偶e przed nami jeszcze tyle kilometr贸w. Nawet chwilowo podbudowane morale w przydro偶nym barze nie starcza na d艂ugo.
Prze艂om nadchodzi ju偶 nazajutrz, kiedy budzi nas w namiocie s艂o艅ce. Suszenie ubra艅 i 艣niadanie na pomo艣cie nad jeziorem trwa do 12. Wreszcie na艂adowani energi膮 i z nowym silnym morale ruszamy na zwiedzanie fortu w miejscowo艣ci Karlsborg a zaraz potem kierujemy si臋 do Forsvik, aby zobaczy膰 najstarszy 偶elazny most w Szwecji. Wyprawa zn贸w nabiera tempa鈥

rys14

Szwecja zaskakuje nas tak偶e zag臋szczeniem ludno艣ci. Czasem jad膮c przez miejscowo艣ci mo偶na nie spotka膰 jednego cz艂owieka. Tylko zaparkowane samochody m贸wi膮 o tym 偶e kto艣 mieszka w domu czy jest w mie艣cie. Nawet przed sklepami nie wida膰 ruchu. Tam wszystko jest takie spokojne ciche i tajemnicze鈥 a stacje benzynowe wielokrotnie s膮 samoobs艂ugowe
Za jeziorem omijamy Orebro i bocznymi drogami kierujemy si臋 na wsch贸d. Le艣ne odcinki i wij膮ce si臋 jak w臋偶e asfalt贸wki miedzy pag贸rkowatymi polami s膮 prze艣liczne. Zn贸w 艣miejemy si臋 i jazda rowerem nabiera smaku! Mijamy ca艂膮 mas臋 jezior jeziorek i bagien. Ten obszar Szwecji jest nimi upstrzony! Droga wij膮c si臋 zatacza kr臋gi miedzy nimi pozwalaj膮c si臋 nacieszy膰 tymi malowniczymi terenami. Po dotarciu do Katrienholm na mapie nareszcie wida膰 ju偶 Sztokholm! Podczas obiadu gotowanego w jakiej艣 przydro偶nej wiacie, podsumowujemy tras臋, zaczynamy 6 arkusz mapy. Sk艂adaj膮c je ze sob膮 zachodzimy w g艂ow臋 jak u licha uda艂o si臋 nam to zrobi膰 ROWEREM!

Sztokholm

Jedenastego dnia po 1410km wyprawy, niczym zdobywcy z dum膮 rozpoczynamy wjazd do stolicy Szwecji. Sztokholm`s LAN prowadzi nas wprost do鈥 miasta. No tu ju偶 jest k艂opot. Rowerem do stolicy 艂atwo wjecha膰 nie jest, chyba 偶e si臋 zna jakie艣, tajne mniejsze drogi, 艣cie偶ki. My przez wiele godzin kluczymy mi臋dzy kolejnymi zjazdami na autostrad臋 i trasy ekspresowe. W ko艅cu jednak po 2,5 h przekraczamy g艂贸wny kana艂 wielkim mostem i naszym oczom ukazuj膮 si臋 czerwone ceglaste dachy star贸wki i stateczki zacumowane w porcie. Dynamicznym zjazdem wkraczamy do Stolicy!

Jak bardzo r贸偶ne s膮 dwie stolice Dani i Szwecji 鈥 o tym przekona膰 si臋 mo偶na ju偶 przy wje偶dzie, ca艂a masa aut du偶y ruch, i naprawd臋 du偶a ilo艣膰 pieszych. Szlaki i 艣cie偶ki rowerowe s膮 owszem, lecz nie w tej samej 鈥瀌u艅skiej鈥 ilo艣ci. Star贸wka, ukryta gdzie艣 w艣r贸d 艣limak贸w i dr贸g wielopasmowych jest dla nieznaj膮cego okolicy bardzo trudna do zdobycia. Pewnie metrem posz艂oby to o wiele sprawniej, jednak my musieli艣my przemie艣ci膰 si臋 na dw贸ch k贸艂kach.

rys15

 

Stare miasto, prezentuje si臋 bardzo okazale, przypomina momentami nasze jednak wydaje si臋 by膰 zbudowane z wi臋kszym rozmachem! Wiele uliczek kamienic du偶o ozdobnik贸w na kamieniach ko艣cio艂ach i oczywi艣cie jeszcze wi臋cej ni偶 w Kopenhadze kana艂贸w. Tam 艂贸dkami chyba ludzie do pracy p艂ywaj膮. Najwi臋ksze wra偶enie robi na nas Gondola, wysoko wyniesiony pomost widokowy, kt贸ry wyniesiony wysoko daje mo偶liwo艣膰 obserwacji panoramy miasta. Doskona艂y widok i wra偶enie jakby si臋 cz艂owiek unosi艂 nad miastem! Zwiedzaniu miasta nie ma granic. Mimo 偶e dzie艅 ju偶 dawno min膮艂 po艂udnie my kr臋cimy si臋 i chwytamy wzrokiem jak najwi臋cej si臋 da. Jednak zm臋czenie daje o sobie zna膰 i zm臋czeni po kolacji szybko zasypiamy w namiocie, rozbitym w bliskiej odleg艂o艣ci od miasta. Dzielnica Djurgarden to w zasadzie wyspa po艂膮czona ma艂ymi mosteczkami z miastem, posiada du偶o teren贸w zielonych szlak贸w konnych i rowerowych, tam w艂a艣nie zasypiamy ko艅cz膮c pe艂n膮 wra偶e艅 wypraw臋. Zm臋czeni, ale szcz臋艣liwi, 偶e marzenia, je艣li si臋 chce mo偶na zrealizowa膰.

W pigu艂ce:

Trasa:
Niemcy:484km
Szczecin 鈥 Pasewalk 鈥 Woldegk 鈥 Neustrelitz 鈥 Ludorf 鈥 Malchow 鈥 Goldberg 鈥 Bruel 鈥 Wismar 鈥 Klutz 鈥 Travenmunde 鈥 Gromitz 鈥 GroBenbrode 鈥 Puttgarden (prom do Dani)

Dania:249km
Rodbyhavn 鈥 Nykobing 鈥 Orehoved 鈥 Vordingborg 鈥 Koge 鈥 Kopenhaga 鈥 Helsingor(prom do Szwecji)

Szwecja:900
Helsinborg 鈥 Astrop 鈥 Angleholm 鈥 Ljungdby – Hasselholm 鈥 Osby 鈥 Almhult 鈥 Vislanda 鈥 Avesta 鈥 Lammhult 鈥 Vrigstad 鈥 Jonkoping 鈥 Habo 鈥 Hjo 鈥 Karlsborg 鈥 Forsvik 鈥 Granvik 鈥 Askersund 鈥 Lerback 鈥 Hjortkvam 鈥 Bo 鈥 Havla 鈥 Katrineholm 鈥 Flen 鈥 Gnesta 鈥 Sodertalje 鈥 Sztokholm.

Dystans: 1633km w 13 dni. Dziennie 艣rednio 125km w tym jednego dnia 215km z pe艂nym baga偶em.

Noclegi 鈥 12x namiot na dziko 1x w opuszczonej stodole w okolicach Jonkoping.
Awarie 鈥 Radek – 2x kape膰 + 1x zerwany 艂a艅cuch
Adam 鈥 Zerwany 艂a艅cuch 鈥
Dla kogo 鈥 dla ka偶dego, trasa bezpieczna. Du偶a kultura kierowc贸w, 艣cie偶ki rowerowe. Przewy偶szenia ma艂e. Czasem w Szwecji d艂ugie wielokilometrowe 艂agodne podjazdy, one najbardziej wycie艅czaj膮ce s膮 na trasie.

 

 

Ta strona wykorzystuje Ciasteczka - wi臋cej informacji o polityce prywatno艣ci i RODO

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close