Lofoty rowerem – najpiękniejsze wyspy na świecie?


Rowerem przez Lofoty: 700 km przez surowe piękno północnej Norwegii

5 stopni Celsjusza, porywisty wiatr i siąpiący deszcz. Ciężkie niczym ołów cumulusy uparcie zawisły nad Tromso, do którego przylecieliśmy wraz z Kasią z Gdańska. Jeszcze rozgrzani składaniem rowerów, które na szczęście doleciały do Norwegii bez uszczerbku, ruszamy ku przygodzie.

Niczym Tatry zanurzone w wodzie

Piękne miejsca wymagają wyrzeczeń – coś o tym wiedzą Asia i Piotrek, którzy dwa dni koczowali na kempingu za miastem czekając, aż przestanie padać. Wygląda na to, że przywieźliśmy pogodę z Polski – rozpoczynamy wspólną wyprawę w pięknym słońcu. Oby tak zostało jak najdłużej.

Lofoty to archipelag kilkuset skalistych wysp, ciągnący się przez ponad 100 kilometrów w północnej części Norwegii. Mi osobiście przypominają surowe Tatry Wysokie zanurzone w wodzie. Okrzyknięty jednym z najpiękniejszych walorów przyrodniczo-krajobrazowych tego kraju, rokrocznie ściąga coraz więcej turystów, głównie poruszających się kamperami. Rowerowe wyprawy, szczególnie z oddalonego o ponad 300 kilometrów Tromso, nie są zbyt popularne – nasza ekipa przełamuje ten stereotyp.

Mamy w planie pokonać około 700 kilometrów. Trasa zaplanowana jest tak, by prowadziła drogami o możliwie najmniejszym ruchu samochodowym. O atrakcyjność krajobrazową nietrudno – tu jest wszędzie pięknie! Już drugiego dnia przestaliśmy liczyć fiordy, wzdłuż których się poruszaliśmy i jeziora przydrożne. Soczysta zieleń kontrastowała ze szmaragdowymi wodami fiordów – w tych ostatnich zaś odbijały się ośnieżone szczyty górskie. Gdy tylko zza chmur wychodziło słońce, cała ta feeria barw nabierała dodatkowego nasycenia. Bajka!

Pierwsze kilometry w drodze z Tromso na Lofoty
Pierwsze kilometry w drodze z Tromso na Lofoty

Deszcz nam niestraszny

Na siodełkach zamierzamy spędzić 10 dni – na same Lofoty dotrzemy mniej więcej w połowie drogi. Zależy nam, by na wyspy dojechać możliwie szybko i już na miejscu pozwolić sobie na więcej luzu. Plan się udał, choć łatwo nie było. Jednego dnia „dojazdowego” deszcz umilał nam jazdę od rana do samego wieczora – morale spadły niemal do zera. Całe szczęście, że mieliśmy ze sobą kuchenkę turystyczną i w zasadzie w każdej chwili mogliśmy napić się gorącej herbaty.

Okolice Bardufoss – jazda w deszczu
Okolice Bardufoss – jazda w deszczu

Rybackie domki z listy UNESCO

Choć archipelag Lofotów to właściwie jedno wielkie ciekawe miejsce, w którym warto zagłębić się w najodleglejsze zakamarki, jest kilka atrakcji godnych wyróżnienia. Na podstawie zgromadzonych informacji w pierwszej kolejności odwiedziliśmy Nusfjord – rybacką miejscowość-muzeum, znajdującą się na początku jednego z fiordów i otoczoną zewsząd wysokimi, skalistymi zboczami.

Nusfjord od 1975 roku jest wpisana na listę UNESCO – obecnie oficjalnie mieszka tu jedynie 19 osób, a większość tradycyjnych, czerwonych domków rybackich (Rorbu) została przerobiona na miejsca noclegowe dla turystów. Wstęp jest płatny aż 100 NOK (ok. 50 PLN). Trzeba przyznać, że jest tam bardzo malowniczo – jednak obejście całej miejscowości nie zajmuje więcej niż godzinę.

Nusfjord
Nusfjord – tradycyjna wioska rybacka z listy UNESCO

Najpiękniejsza plaża północy

Jeszcze tego samego dnia idziemy na trekking na plażę Kvalvika, znajdującą się po drugiej stronie największej na Lofotach wyspy Moskenesoya. Klniemy na czym świat stoi z powodu pogody – odkąd tylko wjechaliśmy w głąb lądu, okolicę spowiła gęsta mgła. Widoczność spadła zaledwie do kilkunastu metrów.

Mimo to dziarsko idziemy przed siebie – żadnych atrakcji nie oddamy walkowerem. Upór się opłacił! W pewnym momencie zaczęło się przejaśniać – okazało się, że ograniczająca widoczność chmura zalega w dolinie, a po drugiej stronie przełęczy czekało na nas czyste niebo i nasza plaża w pełnej krasie!

Plaża Kvalvika
Niesamowita plaża Kvalvika
Szlak prowadzący na plażę i widok na chmurę nad doliną
Szlak prowadzący na plażę i widok na gęstą chmurę zalegającą nad doliną

Værøy – Lofoty w pigułce

Å. Ostatnia miejscowość na Lofotach to również ostatnia litera norweskiego alfabetu. Dla nas jednak to jeszcze nie koniec przygód – po noclegu na ogromnym kempingu nieopodal portu, odwiedzamy wyspę Værøy, znajdującą się o 90 minut rejsu promem od Moskenes.

Tu już mało kto dociera, choć na maleńkiej wyspie jest kilka ciekawych szlaków do przejścia. Dojeżdżamy do końca asfaltowej drogi (całe 10 kilometrów) i idziemy piechotą do odciętej od świata, opuszczonej miejscowości Mastad. 6-kilometrowy szlak prowadzi wzdłuż kamiennego wybrzeża, by w pewnym momencie przenieść się na drugą stronę wyspy. Ścieżka, którą idziemy, jest jedyną drogą lądową do Mastad. W inny sposób można się tu dostać tylko morzem.

Mastad na Værøy
Okolice opuszczonej miejscowości Mastad na wyspie Værøy

🎒 Garść informacji praktycznych:

Na koniec kilka praktycznych porad dla osób podróżujących po północnej Norwegii:

  • Najlepszy okres, by wybrać się na Lofoty to lipiec i sierpień. Wówczas trwa dzień polarny (do połowy lipca w ogóle nie zachodzi słońce), a temperatury mogą sięgnąć nawet 20°C.
  • Pogoda bywa kapryśna: należy przygotować się na każde warunki, a przede wszystkim na jazdę w deszczu i silnym wietrze.
  • Wysokie koszty: ceny w sklepach i restauracjach są bardzo wysokie. Polecamy zabranie ze sobą kuchenki turystycznej (kartusze są łatwo dostępne) i robienie zakupów w najtańszych marketach (np. Rema 1000 lub Kiwi).
  • Noclegi: kempingi są dość popularne. Na miejscu zawsze znajdziecie prysznice, pralnię i ogólnodostępną kuchnię. Ceny wynoszą ok. 170-220 NOK za namiot.
  • Bezpieczeństwo i piesze wycieczki: Norwegia jest bardzo bezpieczna. Polecam zostawić czasem rowery na parkingu i wybrać się na pieszy trekking. Najpopularniejsze miejsca, by zobaczyć Lofoty z góry to: Reinebringen, Kvalvika, Festvagtinden.

Więcej informacji i pięknych zdjęć z tej wyprawy znajdziesz na blogu:
www.gdzielosponiesie.pl

30 dni na zwrot
Gwarancja
100% bezpieczne płatności