82 dni w siodle: Rowerowa odyseja przez Półwysep Arabski

📌 NASZA WYPRAWA W PIGUŁCE:

  • Kto? Agata i Jacek
  • Gdzie? Półwysep Arabski (ZEA, Oman, Arabia Saudyjska, Katar, Irak)
  • Kiedy? Zima 24/25
  • Jak długo? 82 dni
  • Jak daleko? 6002 km

Link do zdjęć:
https://docs.google.com/document/d/1BauCV2qrcrsJFmDqUeuzSDaNu1CPcYWv2NEL_t7LEvo/edit?tab=t.0

Odpowiednie przygotowanie do wycieczki najczęściej decyduje o tym, czy przez najbliższe dni, tygodnie czy miesiące będziemy się świetnie bawić, oddamy się przyjemnościom, poznawaniu nowych krajów i czerpaniu z tego czasu co najlepsze, czy wręcz przeciwnie – będzie to czas przekleństw i narzekań. Mam tutaj na myśli przygotowanie kondycyjne, sprzętowe, mentalne oraz w miarę możliwości poznanie specyfiki rejonu, w który jedziemy, pogody, ukształtowania terenu czy miejscowych zwyczajów. Na szczęście w dobie internetu wszystkie potrzebne informacje mamy dostępne na wyciągnięcie ręki i może okazać się, że poświęcenie trochę uwagi przed wyjazdem umili nam czas na miejscu.

Nasza ostatnia wycieczka rowerowa zakładała pokonanie trasy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich do Iraku. Oczywiście nie chodziło, żeby zrobić to najkrótszą i najszybszą drogą, dlatego też zakładaliśmy, że zajmie nam to ok. 3 miesięcy.

Oman: Kraina wadi i wolności pod namiotem

Pierwszym i jak się okazało najlepszym urozmaiceniem trasy był ponad dwutygodniowy pobyt w Omanie. To tam właśnie najbardziej się nam podobało, pewnie dlatego, że nasza trasa była najbardziej urozmaicona. Mogliśmy przejechać wzdłuż pięknego wybrzeża Zatoki Perskiej, ale też wspiąć się na najwyższy punkt w trakcie naszego wyjazdu – Jabel Shams (ponad 2000 m n.p.m.), skąd rozpościerał się piękny widok na wspaniały kanion.

Dodatkowym atutem były liczne wadi – suche formy dolinne występujące na obszarach pustynnych z okresowo występującymi rzekami. Często stawały się dla nas idealnymi miejscami na rozbicie biwaku, dawały schronienie od słońca, czystą wodę do zażycia kąpieli i wspaniałą przyrodę do podziwiania.

💡 PRAKTYCZNA WSKAZÓWKA – Noclegi w Omanie
W tym miejscu warto wspomnieć o tym, że w Omanie prawo nie zabrania dzikiego kempingowania. Możemy legalnie rozstawiać nasz namiot na plaży, pustyni czy w parku – dosłownie wszędzie. Z praktycznych informacji dodam, że dwutygodniowa wiza jest darmowa, niestety planując dłuższy pobyt musimy liczyć się z kosztem ok. 50 Euro.

Pustynne kilometry: ZEA i Arabia Saudyjska

Podobną ilość kilometrów co w Omanie pokonaliśmy również przez ZEA. Nasz pobyt w tym kraju podzielony został na dwie części. Najpierw odwiedziliśmy Abu Dhabi (dokąd przylecieliśmy samolotem) oraz Dubaj i okolice. Później udaliśmy się do wspomnianego Omanu, żeby wrócić do Emiratów do miasta Al Ain, skąd najkrótszą trasą udaliśmy się do Arabii Saudyjskiej.

Był to odcinek stosunkowo mało interesujący pod względem typowych atrakcji turystycznych. Taka była specyfika naszego wyjazdu, bo późniejsze prawie 1500 km przez Saudię, to też praktycznie jazda przez pustynię. Normalnymi dla nas dniami było to, że mieliśmy na odcinku ponad 100 km np. jedną stację benzynową czy jedno miasteczko.

💧 WODA NA PUSTYNI – Jak sobie radziliśmy?
Po takiej informacji pewnie jedna z pierwszych myśli, jaka może się nasunąć, to jak radziliśmy sobie z wodą. Otóż zawsze mieliśmy jej spory zapas ze sobą. Po kilka bidonów, butelek oraz bardzo użyteczne składane bukłaki. Okazało się szybko, że tak naprawdę nie potrzebujemy jej zabierać zbyt wiele, ze względu na niesamowitą hojność kierowców, którzy nas mijali. W czasie całego wyjazdu otrzymaliśmy ponad setkę butelek, a momentami dochodziło do niezręcznych sytuacji, jak trzeba było po prostu tej wody odmawiać!

Irak: Powrót do cywilizacji i gościnność

Charakter naszego wyjazdu zmienił się po przekroczeniu granicy z Irakiem. Tam dobra cywilizacji w postaci punktów usługowych, miasteczek i miast były na każdym kroku. Był to też kraj, w którym najmniej nocy spędziliśmy pod namiotem.

Tak jak w ZEA czy Arabii Saudyjskiej najczęściej spaliśmy pośrodku dosłownie niczego, otoczeni hałdami piachu, to w Iraku ciężko było znaleźć miejsce bez ludzi. A należy wiedzieć, że dwójka osób na załadowanych rowerach stanowi dla miejscowych niemałą atrakcję. To my stajemy się obiektami do sfotografowania, zrobienia selfie czy po prostu zaproszenia na jedzenie lub nocleg. Właśnie z tej formy noclegów korzystaliśmy tam najczęściej. Stanowiło to poza wygodą najważniejszą rzecz, czyli możliwość poznania zwyczajów i zagłębienia się w kulturę miejscowych.

Zmienne oblicza pustyni: Pogoda i jedzenie

Pisząc o noclegach nie można nie wspomnieć o wahaniach temperatur, szczególnie jak śpimy najczęściej w namiocie. W czasie naszego wyjazdu maksymalne temperatury sięgały ponad 40°C, a najniższe ok. 0°C. Najcieplej było w ZEA, Omanie (z wyjątkiem noclegów wysoko w górach) oraz Katarze. Natomiast najniższe temperatury odnotowaliśmy na pustyni w Arabii Saudyjskiej oraz Iraku.

Normalną rzeczą było dla nas spędzać poranek, gdy temperatura wynosiła zaledwie kilka kresek ponad zero, ale za to w trakcie dnia cieszyliśmy się bardzo przyjemnymi dwudziestoma paroma stopniami oraz praktycznie w 100% słonecznymi dniami. Wspomniane temperatury dotyczą miesięcy zimowych (listopad – styczeń). Latem to wygląda zupełnie inaczej i w mojej ocenie, mniej atrakcyjnie dla rowerzystów. Niestety niskie temperatury wiązały się z zabraniem cieplejszych śpiworów i ubrań.

Kulinarne odkrycia na trasie

To, co w podróżowaniu uważam za bardzo istotne, to możliwość próbowania nowych potraw. Każdego dnia staraliśmy się zjeść lunch w lokalnej garkuchni. Oczywiście celowaliśmy w lokale bez gwiazdek Michelin – wtedy nawet w Dubaju można się najeść za równowartość ok. 10 PLN. Ze względu na bardzo dużą ilość imigrantów z Indii czy Pakistanu, to najczęściej mieliśmy okazję próbować specjałów z tych rejonów, ale nie mogło zabraknąć np. dania z mięsa wielbłąda czy setek pochłoniętych falafeli.

Ze względu na krótkie dni (słońce zachodziło ok. 17:00), sporo czasu spędzaliśmy przed namiotem przy przygotowywaniu kolacji. Dysponowaliśmy wielopaliwową kuchenką, więc nie musieliśmy się martwić o dostępność kartuszy z gazem, choć jak się okazało, w Omanie i Arabii Saudyjskiej są one powszechnie dostępne na każdej stacji benzynowej.

Sprzęt: Co sprawdziło się w trasie?

Odnośnie do tego co należy ze sobą zabrać można by niejeden doktorat napisać. Ja z własnego doświadczenia chciałbym wspomnieć o kilku kluczowych odkryciach:

  • Materac zamiast karimaty: Pierwszy raz zrezygnowałem z karimaty na rzecz małego, pompowanego materaca. Bardzo jestem z tej zamiany zadowolony!
  • Składane krzesełko turystyczne: Skoro zniknęła karimata (przydatna przy gotowaniu), jej miejsce zajęło małe krzesełko z oparciem. Strzał w dziesiątkę i niesamowity komfort. Kiedyś uważałem, że to przegięcie, póki sam z tego nie skorzystałem.
  • Rower: Zwolennicy graveli, turystyków czy MTB – każdy ma rację. Bez problemu przejedziecie podobną trasę na każdym z nich. Najważniejsze, żeby był wygodny i niezawodny. Pamiętam wyprawę Kazimierza Nowaka przez Afrykę ponad 100 lat temu. To pokazuje, że dla chcącego nic trudnego.

Elektronika pod prądem

Zawsze mamy ze sobą kilka urządzeń, które wymagają ładowania. My ładowaliśmy swoje rzeczy w następujące sposoby:

  • Tradycyjna ładowarka (np. w restauracji lub u kogoś w domu).
  • Panel słoneczny o mocy 15W (świetnie się sprawdzał w słoneczne dni).
  • Ładowarka podłączona do dynama w przedniej piaście (polskiej produkcji) – świetnie spisywała się przy ładowaniu czołówki, lampki, zegarka czy telefonu w trakcie jazdy.

🎒 W CO SIĘ SPAKOWAĆ?
Mam na swoim koncie kilka kilkumiesięcznych wycieczek rowerowych i w sumie przejechanych ładnych kilkadziesiąt tysięcy kilometrów w stylu oblężniczym. Zawsze towarzyszyły mi sakwy polskiej marki Crosso. Mimo styczności z różnymi systemami mocowań, ich niezawodność, praktyczność, funkcjonalność i stosunek jakości do ceny powodują, że zawsze wracam do tej firmy.


Poznaj autorów relacji:

Jacek Jaraszek

Jacek Jaraszek
@zycie_bez_adresu

Agata Stepnik

Agata Stepnik
@wycieczkatravel

30 dni na zwrot
Gwarancja
100% bezpieczne płatności